Tam gdzie słońce świeci inaczej, a piasek delikatnie muska twoje stopy…

ŚLUBYZAGRANICA.PL – marzenia są po to, by je spełniać :)!
08/08/2019

Tam gdzie słońce świeci inaczej, a piasek delikatnie muska twoje stopy…

Raj na Ziemi

Wydawać by się mogło, że legenda mówiąca o tym, iż Bóg z zadowolenia stworzył Wyspy Zielonego Przylądka jest lekko przereklamowana, a raju na ziemi można szukać również w innych miejscach. Tymczasem, to właśnie te wyspy sprawiają, że choć przez moment możesz się zatrzymać. Zamieniasz swój zabiegany i pędzący świat, na przestrzeń przepełnioną drobnym, masującym Ci stopy piaskiem, a ląd łączy się z lazurową wodą. Zauważasz znaczącą przestrzeń plaży i doceniasz dotyk wody, która chłodzi Cię w stopy, zachwyca kolorem. Sprawia, że Twoje oczy zaczynają się śmiać. Przez te kilka chwil, jeżeli tylko sobie na to pozwolisz, odczujesz przyjemność w każdej komórce swojego ciała. Cudowne, prawda:)? Wszystkie troski, zmęczenie i pęd, który towarzyszy Ci na co dzień, zaczną mieć drugorzędne znaczenie. W tym miejscu zrozumiesz, że czas leci nieubłaganie i naprawdę warto zadumać się nad sobą i tym, co w Twoim życiu najważniejsze.

SAL pierwsze zauroczenie

Moja przygoda z malutką, lecz uroczą wyspą Sal, rozpoczęła się popołudniem od kubka kawy i pajdy kokosowego chleba, który od tego momentu towarzyszył mi każdego dnia. I uwierzcie mi, nie jest to taki sobie zwykły chlebek. To kawałek wilgotnego, kokosowego cudu, który poruszy kubki smakowe nawet zatwardziałych mięsiarzy. Wiadomo…, moje kulinarne zacięcie, a nie jest ono małe, sprawiło, że zaczęłam poszukiwać we wszechwiedzącym Internecie, znakomitego przepisu. Niestety… nie było mi to dane :). Tym bardziej doceniłam kunszt piekarza, zwłaszcza, że po powrocie postanowiłam spróbować swoich możliwości i powiem Wam… brakuje mi ich jeszcze..:) Będąc tam, koniecznie więc spróbujcie, bo krótko mówiąc: WARTO!

Jedzenie….

…..zawsze było, jest i będzie znaczącym punktem każdej wycieczki. Podkreślam więc – owoce morza na tych wyspach są cudem natury, który rozkoszuje nasze podniebienia! Urokliwe molo każdego dnia zamienia się w targ rybny, a podróżni ciągną za sobą niewypatroszone, świeże ryby. Co najważniejsze, ceny są rewelacyjne a smak wyjątkowy. Dla miłośników ryb, te wyspy powinny stać się obowiązkowym celem podróży wakacyjnych. W tym miejscu nie warto tracić czasu na mięsne przekąski… tam rządzą ryby:). Z uporem maniaka gonią je ciasta i musy, którym ja nie mogłam się oprzeć. Nie żebym się nie starała:). Starałam się, oj naprawdę starałam, lecz niestety z marnym skutkiem…:) Miejscowe, urokliwe kawiarenki przyciągają zapachem, muzyką i atmosferą… nie należy się przed tym bronić. Dajcie się ponieść, niech miejscowi kucharze przeprowadzą Was przez ocean odmienności – oni doskonale wiedzą co mogą zrobić z tym, co daje im woda. Niekoniecznie z kolei radzą sobie z drobiem latającym…:)

Ludzie i kultura

Odmienność, szeroko rozumiana, uderzyła mnie od razu… – a nie należę do tych dziwiących się. I chociaż historycznie są to potomkowie niewolników, to zdecydowanie bije od nich zupełnie inna energia. Energia przepełniona radością. Obserwując tamtejsze kobiety, wpadałam w coraz większe kompleksy – tam kobiety są piękne, zadbane i chodzą z taką gracją, o której marzy większość Europejek. Być może to wynik noszenia ogromnych bali z zakupami na głowie, po to by na rękach czy plecach nieść dzieci lub kolejne niezbędne elementy układanki… Warto dodać, że z tą kobiecą gracją spotkacie się nawet po mniej cywilizowanej stronie wyspy, tam gdzie kończy się bruk a zaczyna piach. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma. Nie mogłam oprzeć się zapytaniu ich o piękne kolczyki, które każda z nich nosiła… I tak dzięki uprzejmości jednej ze wspaniałych barmanek wyposażyłam moją szkatułkę o cudaśny egzemplarz.

No to w drogę :)!

Dla tych, którzy chcą zobaczyć i poczuć nieco więcej, konieczne jest wypożyczenie samochodu! Potrzebujecie jeden dzień na to, by objechać całą wyspę wzdłuż i wszerz oraz zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca. Z kolei Ci, których wzywa zew przygody, mogą  jak ja, wypożyczyć rower – elektryczny bądź nie :). Warto spróbować własnych sił na piaszczystych „a’la drogach” wyspy Sal.  Uwierzcie lub nie, ale moim przepiękny, czerwonym jednośladem, objechałam całą wyspę:)!. Podążałam drogami wyznaczonymi przez turystów, ale przede wszystkim wieloma niezbadanymi polami, które mnie zwyczajnie wzywały:). Tym sposobem znalazłam, na samym środku niczego, coś na miarę miejscowego baru, gdzie przed godziną 10:00 palił się już grill. Młodzi i niemłodzi tańczyli w rytm zagranicznej muzyki z ogromnej wieży zasilanej generatorem prądu. Nieistotne, że z mojego punktu widzenia, owa budowla chyliła się ku upadkowi. Istotne jest to, że da się i można z wszystkiego zrobić coś na własny użytek. Innymi słowy, w prosty sposób, uprzyjemnić sobie życie.

NA PERYFERIACH
Jadąc, pchając i porzucając na chwil kilka mój czerwony rower, zobaczyłam przepiękne krajobrazy, leżałam na białym, drobnym piasku, a moje stopy muskała lazurowa woda, która odbijała się od skał… Co więcej, między cudami natury, miałam możliwość zobaczyć jak żyją tamtejsi mieszkańcy. Panuje u nich styl, który nazwać można „chaosem pseudo budowlanym”. W niektórych miejscach domy to lepianki, w innych skupisko wieloelementowe, stworzone z różnych materiałów, niekoniecznie budowlanych. I można się dziwić, że obok tych mieszkalnych budynków, króluje ogromny nieporządek. Mieszkańcy jednakże są w tym wszystkim niesamowicie szczęśliwi i nikt nie powinien ich za to oceniać, ani próbować uporządkować ich uporządkowany świat.

Co kawałek natraficie na lokalny sklepik, gdzie wśród zagranicznych produktów, znajdziecie kawę. Warto ją zabrać ze sobą do Polski. Smak i zapach napawa nozdrza tym, co przyciąga smakoszy.

Artystyczna dusza Sal

Stawiając leniwie krok za krokiem pomiędzy budynkami z każdej strony wołają do nas dzieła sztuki, wykonane przez… No właśnie – tam sztukę może tworzyć każdy mieszkaniec wyspy! Uwierzcie mi, każdy z tych „wybranych”, ma coś ciekawego do przekazania europejskiemu oku! Ich postrzeganie rzeczywistości, natury i piękna jest zupełnie odmienne od kanonów, które spotkać możemy w Pradze, Wiedniu czy Krakowie – jest żywe, ciekawe i przepełnione energią.

Bo lepiej wspominać, niż marzyć

O tym miejscu mogłabym mówić i nigdy nie kończyć… odnalazłam tam, dawno zapomnianą, cząstkę siebie i właśnie ta cząstka mnie pozwoliła mi dostrzegać tak wiele. Jeżeli chociaż przez chwilę zamarzyliście, aby stąpać po drobnym piachu Zielonego Przylądka, to nie wahajcie się – zróbcie ten krok… Podsumowując, nie będziecie żałować, bo lepiej jest wspominać, niż marzyć!

/VwV Viola/

1 Comment

  1. Dawid Owczarz pisze:

    Super artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *